Lwy buszują po świecie Podróże

Berlin na weekend – 4 alternatywne miejsca, które warto zobaczyć

Autor:
opublikowano
25 października 2018

W Berlinie odwiedziłem 4 miejsca nieoczywiste, alternatywne, do których rzadko docierają turyści. Myślę, że tam można poczuć puls tego miasta, jego zapach i smak, ale też spróbować uchwycić coś tak ulotnego, jak duszę czy też ducha. Po niemiecku te dwa słowa zawiera wyraz „Geist”. Z tysiąca twarzy Berlina wybrałem 4 i pokazałem je na filmie z genialną muzyką, którą stworzył Filip Zawada muzyk, fotograf, pisarz i poeta. Poniżej znajdziesz także opis tych czterech, moim zdaniem, ciekawych miejsc do zobaczenia w weekend.

Gość specjalny, z którym odwiedziłem alternatywne miejsca, czyli Julia Siwek – mieszkanka Berlina i urodzona w tym mieście. Śmiało może o sobie powiedzieć: Ich bin ein Berliner.

Intro – noc z piątku na sobotę w Berlinie

Zooeuropa, bez Ubera ales, ale klasycznie metrem lub Berliner Taxi łapanym jak w NYC ręką z ulicy. Nic tak nie cieszy, jak zmiana miasta na weekend, kiedy zmieniło się pracę jesienią 2018 roku. Jem kolację nie w postaci wursta, ale w chńskiej knajpie za dworcem Zoo, gdzie dobrze karmią po kantońsku, a nie zoograniczoną odpowiedzialnością za smaki, jak u nas. Kręci się sporo policji, ale już spokojnej, jak po okadzeniu dymem roju szerszeni, bo obstawili wizytę Erdogana i zmęczonych zakwaterowują w centrum. Policja śpi na bogato, ale generalnie bogactwa nie czuć. Bar w Bikini Berlin zamknięty. W dzień pijesz i patrzysz na małpy w zoo przez szybę, ale w nocy małpy śpią, podobnie jak barmani, policja, Turcy, Niemcy i cała Zooeuropa.

Berlin zoologischergarten Paweł Kempa tu są lwy

Spotkałem się ze stwierdzeniem, że dusza Berlina została wypalona od tysięcy bomb, które spadły na to miasto. Jakoś trudno mi się zgodzić z tym stwierdzeniem. Jeśli zostało coś wypalone, to raczej to złe. I dobrze. Dziś w tym wielokulturowym mieście wyczuwam nową duszę, kolorową, trochę anarchistyczną, ze zdrową wielokulturową tkaną. Nie ma w Berlinie obnoszenia się bogactwem jak w Monachium czy Hamburgu. Berlin jest zielony. Kiedy stanąłem kiedyś na szczycie jednego z wysokich budynków na Placu Poczdamskim, którego nowoczesna zabudowa zabliźniła ranę po podzieleniu miasta murem, zobaczyłem morze zieleni. Pierwszy raz pojawiłem się tu jako dziecko, jeszcze w Berlinie Zachodnim w 1984 roku. Potem wracałem tam niemal każdego roku i miałem okazję obserwować, jak zmienia się to miasto, które leżało w ruinach, ale podniosło się i odrodziło niczym Feniks z popiołów.

Berlin Marheineken markt hale Pawel Kempa tu sa lwy

1. Marheineke Markthalle

Hala targowa numer 11 powstała w 1892 roku jako jedna z 14 hal, które władze miasta postanowiły wybudować, żeby usprawnić i ucywilizować handel w rozrastającej się stolicy Niemiec. Podczas II wojny światowej mocno oberwała, ale odbudowano ją jako jedną z nielicznych. Ma 2500 metrów kwadratowych i około 290 sklepów, kramów, kawiarni. W sobotę i w niedzielę na tyłach hali warto przejść się po rozkładającym kolorowe kramy pchlim targu. Berlińczycy uwielbiają spędzać na czas krążąc . Znajdziesz tam artefakty od staroci po osobliwości wygrzebana z berlińskich domów i piwnic. Marheineke Markthalle jest otwarta od poniedziałku do piątku pd 8 do 20.00 W soboty od 8 do 18.00. www.meine-markthalle.de. Dlaczego berlińczycy tak bardzo lubią pchle targi? Wyjaśnia Julia Siwek urodzona w stolicy Niemiec, z którą spacerowałem po jesiennym targowisku.

Berlin Victoria-luise platz Paweł Kempa tu są lwy

2. Dzielnica Schöneberg i Viktoria-Luise-Platz

Jeśli szukasz bardzo spokojnego miejsca, nieskażonego turystyką. Plac otaczają stylowe kamienice z małymi restauracjami na dolnych kondygnacjach. Można rozłożyć się na kocu w ciepły dzień i korzystać z parkowych polanek lub posiedzieć na ławkach pod kolumnadą. Latem ochłodę zapewnia całkiem spora fontanna. Na Viktoria-Luise-Platz bardzo poczułem ten niespieszny puls Berlina. Łatwo dojechać tu metrem.

Berlin Thaipark Pawel Kempa tu są lwy

Berlin Thaipark Paweł Kempa tu są lwy

3. Preußenpark zwany Thaipark

W Preußenpark można z kolei poczuć się jak w Tajlandii, bo w weekend rozkładają na polanie swoje garkuchnie Tajlandczycy zamieszkujący Berlin. Bucha para z kociołków, smażą się kawałki kurczaka w aromatycznym curry. Istny nie street food tylko park food. Potrawy powstają w polowych warunkach na oczach ludzi. Wszystko dzieje się zupełnie nielegalnie i w duchu kulinarnej anarchii, ale jak tam wszystko smakuje! Jadłem i polecam: zupę wołową z makaronem i solidną dawką świeżej kolendry – cena 5 euro. Wszystko okraszone tajskim uśmiechem i serdecznością. Władze Berlina starały się jakoś zapanować na tą uroczą azjatycką anarchią i przenieść gdzieś gotujące kobiety w cywilizowane miejsce, ale mieszkańcy Berlina wnieśli protest i głośno domagali się pozostawienia Thai park w świętym, buddyjskim spokoju. Trzeba się spieszyć, bo nie wiadomo kiedy to pyszne, dzikie koczowisko berlińskich Tajów zostanie zlikwidowane albo umieszczone w ciasnych ramach niemieckiego początku. Ale „Das ist Berlin” i niech tak najdłużej pozostanie. Najlepiej przyjść w sobotę lub w niedzielę koło południa. Gotowanie na polanie trwa do wieczora.

Berlin cmentarz Friedenau Helmut Newton Paweł Kempa tu są lwy

4. Cmentarz na Friedenau
– grób Marleny Dietrich oraz Helmuta Newtona

Czwarte miejsce jest najbardziej sekretne. W małej dzielnicy Friedenau znajduję się zabytkowy cmentarz-ogród, gdzie spoczywa Marlene Dietrich. Obok niej znajduje się skromny grób jednego z najsłynniejszych fotografików świata Helmuta Newtona zwanego „King of Kink”, czyli królem supłów, zmyłki, wielości znaczeń fotograficzno-artystycznych. Newton zasłynął sesjami dla magazynu Vouge i odważnymi, jak na tamte czasy, aktami kobiet w przedziwnym otoczeniu, w jakim nikt dotąd ich nie fotografował. Co ciekawe Helmut Newton fotografował też Dietrich, ale już nie nago. Jak wygląda zdjęcie, które kiedyś zrobił Marlenie i jak znaleźć ich groby? Bo niełatwo je oszukać, ponieważ są bardzo skromne. A to już zobaczysz na filmie pokazującym Berlin w wersji alternatywnej.

TAGS
WPISY POWIĄZANE

DODAJ KOMENTARZ

Paweł Kempa
Polska

Pamiętam jak marzyłem, żeby zobaczyć lwy w Nogongoro. Moimi idolami z dzieciństwa byli Tony Halik i Sir David Attenborough. Wodziłem palcem po mapach zapewne tak, jak oni. Zostałem dziennikarzem z żyłką podróżniczą. Współpracuję z National Geographic Traveler. Przez 5 lat tworzyłem w Men’s Health dział „Wyzwania”, a sporty ekstremalne testowałem na własnej skórze. Lubię ostrą kuchnię tajską, norweskie lodowce i zapach afrykańskiego buszu o poranku. Z żoną i rocznym dzieckiem ruszyłem przez Indonezję, Malezję i Tajlandię, gdzie zostałem zainfekowany nieuleczalnym wirusem podróżowania we troje. Pewnego dnia spojrzałem prosto w oczy lwicy w Ngorongoro.

O blogu

Na blogu Tu są lwy ruszasz ze mną w podróż. Zamieściłem tu przygody, patenty, opisałem miejsca i wyzwania, których doświadczyłem na własnej skórze. Bo każdy ma swój Everest i każdy ma swoje „lwy” do odkrycia – czasem za płotem, czasem na końcu świata. Nazwa Tu są lwy nawiązuje do łacińskiego zapisu „Hic sunt leones”. W ten sposób oznaczano na antycznych mapach tereny dzikie, nieznane kartografom. Tą odkrytą wiedzą, ale – co najważniejsze – emocjami dzielę się tu z Tobą.

Lwy polują na zdjęcia
Lwy polecają: